24 marca 2016

Oldschoolowa fotografia analogowa



stare aparaty analogowe oldschoolowa fotografia dlaczego warto sprobowac

Stary aparat? Klisza? Brak autofocusa? A na co to komu? A po co się tak męczyć? Zapraszam na krótką historię o miłości do starych aparatów i fotografii analogowej. Mam nadzieję, że po jej przeczytaniu sami pobiegniecie szukać jakiegoś starego, zakurzonego analoga w babcinej szafie lub na najbliższym pchlim targu.




-  -  -  -  -  -  -  -  -  -  -  -  -  -  



Zaczęło się, oczywiście, zupełnie niewinnie. Pewnego dnia dziadek pożyczył mi Zenita TTL M42. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Można by powiedzieć, że trochę ślepa na początku. Oczęta się zaświeciły, ekscytacja, ciekawość i natychmiastowa chęć robienia zdjęć były, ale co ja mam z tym radzieckim cackiem zrobić, no tego to już nie wiedziałam. Jednak małymi kroczkami, powoli otwierał się przede mną świat fotografii lat 50. minionego wieku.





Przepadłam już z pierwszą włożoną do aparatu kliszą i świat analogowej fotografii pochłonął mnie na dobre. Pstrykałam zdjęcia tym zabytkiem i nie miałam pojęcia, czy chociaż jedno się udało. Po wywołaniu pierwszego filmu okazało się, że wcale nie jest tak trudno, szczególnie z Zenitem, który miał wbudowany światłomierz. Sprawa troszkę się skomplikowała, gdy dostałam kieszonkową Smene od LOMO. Brak światłomierza i dokładnej kontroli ostrości tylko zwiększał współczynnik niewiadomej. Możecie sobie wyobrazić pierwsze robione przeze mnie zdjęcia, gdy nie widziałam nawet, że w tym aparacie istnieje przysłona - po tym wiekopomnym odkryciu było dużo lepiej ;) 
Aktualnie działam na tym maluchu i na PRAKTICE kupionej za grosze na pchlim targu, z którą dopiero się zapoznajemy.
Wrócę jednak do głównego pytania, które zainspirowało mnie do tego wpisu




dlaczego warto spróbować fotografii analogowej?






ważne doświadczenie w życiu każdego fotografa


Spotkanie z fotografią analogową uczy pokory. Aparaty cyfrowe nas rozleniwiły. Nie musimy się długo zastanawiać, zanim wciśniemy spust migawki. Nie musimy analizować kadru, głębi ostrości, czy ilości światła wpuszczanego do naszej zabawki - przecież jak się nie uda to usunę zdjęcie i zrobię jeszcze jedno, i kolejne, i kolejne, i tak w nieskończoność... Fotografia analogowa zmusza do dłuższego zastanowienia, w końcu tylko 24 zdjęcia mogę zrobić, a każda klatka taka cenna. Żarty żartami, jednak takie doświadczenie analogowe może nauczyć nas korzystania z aparatu cyfrowego z większą rozwagą i świadomością. Zaczynamy stawiać na jakość, nie ilość i nie strzelamy z cyfrówki jak z karabinu maszynowego.



ta niepewność!


Niestety, stara, analogowa lustrzanka nie posiada ekranu, na którym natychmiast możemy sprawdzić, czy zdjęcie znośne jest. Jesteśmy zdani tylko na naszą intuicję, wyczucie i wiedzę fotograficzną. A wyniki naszej pracy zobaczymy najwcześniej za kilka dni...



to wyczekiwanie! 


Kilka dni, to najbardziej optymistyczna wersja. Zanim wypstrykamy całą kliszę, zanim zaniesiemy do fotografa, zanim on się nią zajmie, zanim ją odbierzemy... Okres od momentu zrobienia pierwszego zdjęcia do jego obejrzenia może potrwać nawet kilka tygodni. Po tym czasie zdarza mi się nawet zapomnieć, że dane zdjęcie zrobiłam, więc potem jest miła niespodzianka i odświeżenie zamrożonego odbitce momentu.



fotograficzna pamiątka


Zazwyczaj do wywołanej kliszy dostaje się odbitki - nie ma to jak stara, dobra, papierowa wersja zdjęcia, którą można zebrać w albumie, wkleić do szkicownika, notatnika, dziennika, czy czego tam kto w danej chwili używa. Można je też wykorzystać w zdobywającym co raz większą popularność PROJECT LIFE, o którym pierwszy raz przeczytałam na blogu Design Your Life. Dzięki posiadaniu zdjęć w takiej formie istnieje dużo większa szansa, że w przyszłości do nich wrócisz - no bo przyznajcie się, kiedy ostatnio przeglądaliście swoje gigabajtowe foldery ze zdjęciami na komputerze, co?



fotografia analogowa wiele wybacza


...albo to ja, zaślepiona miłością, wiele wybaczam jej (nawet moim własnym zdjęciom, chociaż na moje wytwory patrzę zazwyczaj bardzo krytycznym okiem). Nieostre zdjęcie cyfrowe w większości przypadków ląduje w koszu, analogowemu ten brak ostrości często dodaje wyrazu.
Zanieczyszczony obiektyw w cyfrówce zrobił nam niechciane kropeczki i robaczki na zdjęciu?
Fuj, do wyrzucenia! (ewentualnie Photoshop, jeśli gra jest warta świeczki).
Porysowana klisza, czy inne niedoskonałości lub niechciani goście na analogowej odbitce?
Więcej proszę!



stara analogowa odbitka klisza fotografia oldschool




Mimo tych wszystkich niepewności, niedoskonałości oraz pozornej presji związanej z ograniczoną ilością zdjęć, które mogę zrobić, ja bardziej swobodnie czuję się ze starym analogowym aparatem w rękach, niż z kozacką cyfrówką za milion baniek. Nie to, żeby kozackie cyfrówki były złe, analogowe staruszki to po prostu zupełnie inna bajka. I do wkroczenia w ten bajeczny świat gorąco Was zachęcam :)


Trzymajcie się ciepło!

xoxo


2 komentarze :

  1. Och, mam Smenę, ale ma uszkodzoną migawkę. Posiadam za to Minoltę, która jest moją przyjaciółką. Kiedy mam film, nie istnieje dla mnie aparat cyfrowy, wtedy jestem ja i moja Minolta. A ten moment, kiedy dostaje negatyw (ja wybieram opcję bez odbitek),a później skanuje obrazy jestem zachwycona. Przygotowuje się do samodzielnego wywoływania odbitek, już nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo samodzielne wywoływanie to jeszcze większa frajda! Ja zamykałam się w mojej prowizorycznej ciemni domowej na całe godziny :D
      Powodzenia!

      Usuń